Studio Urody to ważny punkt na pielęgnacyjnej mapie Warszawy. Ulokowany w samym sercu miasta emanuje atmosferą relaksu i odprężenia. Jego właściciel, Pan Dawid Gomółka, dba, aby jego salon spełniał oczekiwania klientów, a nawet wychodził im naprzeciw.
W tym procesie wspiera go gabi.net, pomagając w zarządzaniu salonem oraz wypromowaniu go wśród Warszawiaków i nie tylko.

W rozmowie z nami opowiada, jak wyglądały jego pierwsze kroki w świecie marketingu internetowego oraz dlaczego nie wyobraża sobie pracy w salonie bez programu gabi.net.
Marta Sibilska (Content Marketing Manager w Media4U):
Od niedawna posiada Pan w salonie system ułatwiający zarządzanie i komunikację
z klientami: gabi.net.
Czy może Pan opisać, jak wyglądała organizacja pracy i planowanie wizyt w gabinecie przed rozpoczęciem pracy z programem?

Dawid Gomółka (Właściciel i Manager Studia Urody):
W Studiu Urody w Warszawie program gabi.net funkcjonuje od początku. Jednak w naszym drugim salonie nie posiadaliśmy tego systemu. Śmiało mogę powiedzieć, że był to błąd taktyczny. Z żalem przypominam sobie, jak wiele czasu poświęcałem na takie planowanie wizyt, aby nie kolidowały ze sobą. Niestety często zdarzało się, że klient musiał czekać nawet do 15 minut na swoją kolej, bo wszystkie zabiegi były zapisywane „na oko”. Ich rozliczanie było jeszcze trudniejsze, bo często zwyczajnie umykały nam informacje o przysługujących rabatach albo aktualnych promocjach i związanych z tym zmianach cen. Teraz wszystkie promocje, i rabaty wpisane są w gabi.net i dokładnie wiem, który klient korzysta z danej ulgi.

M. S.: Przepadające wizyty to zmora wielu salonów kosmetycznych. Czy w Pana przypadku zdarzało się to często? A może miał Pan sposób na przypominanie klientom o umówionym terminie?
D. G.: To fakt, takich przypadków było wiele. Szczególnie irytujące były sytuacje, gdy klient zapisał się na wizytę poza oficjalnymi godzinami pracy salonu, np. na 19.00 w dniu, w którym zamykamy o 18.00. Oczywiście nigdy nie odmawiamy wykonania zabiegu, dlatego nasze kosmetyczki czekają i poświęcają dodatkowy czas. Niestety zdarzało się, że klient nie przychodził, nie informując o tym. Z czasem próbowaliśmy wysyłki SMS-ów oraz telefonów z przypomnieniami, jednak było to trudne ze względu na ilość klientów i czas, jaki musieliśmy poświęcać na wykonanie połączeń. Dzięki automatycznym przypomnieniom SMS udało się zredukować liczbę przepadających wizyt z kilku w tygodniu do maksymalnie 2 w miesiącu. Co więcej, nie tracimy czasu na wysyłkę wiadomości i nie musimy o tym pamiętać!

M. S.: Jak informował Pan klientów o wprowadzeniu nowej usługi czy promocji?
D. G.: Była to dla nas kwestia problematyczna. Staraliśmy się robić to za pośrednictwem portali społecznościowych oraz bezpośrednio podczas wizyt. Jednak muszę szczerze przyznać, że mało osób pytało o nowe usługi. A jeśli ktoś już przychodził w celu skorzystania z promocji, to zazwyczaj po terminie jej trwania. Często słyszeliśmy od klientek: „Gdybym wiedziała wcześniej, to na pewno zapisałabym się już dawno…”

M. S.: Czy dotychczas gromadził Pan bazy danych klientów? Jeśli tak, to czy były one przechowywane w formie papierowej (lub innej, podobnej)?
D. G.: Z czasem zaczęliśmy gromadzić takie dane, jak: imię, nazwisko i numer telefonu – zazwyczaj w formie papierowej. Starałem się jednak przenosić te informacje do komputera w postaci tabel. Było to niezwykle monotonne i tak naprawdę służyło jedynie do sprawdzenia, czy dany klient posiada u nas jakiś rabat.

M. S.: W jaki sposób reklamował Pan swój salon przed założeniem strony internetowej?
D. G.: Na różne sposoby, zaczynając od serwisów społecznościowych, ulotek, wizytówek, reklam w firmach zajmujących się tworzeniem baz dla swoich klientów, aż po reklamy w centrach handlowych.

M. S.: Dlaczego zdecydował się Pan na założenie strony?
D. G.: Myślę, że głównie dla wygody naszej i klienta. Mieliśmy bardzo dużo telefonów z pytaniami
o cenę czy zakres usług. Spośród tych osób na zabiegi zapisywało się może 50%, natomiast ja musiałem pełnić całodzienne „dyżury” przy telefonie, bo ten ciągle dzwonił. Bodźcem były również pytania, a wręcz pretensje klientów, że jeszcze nie posiadamy strony internetowej. Własna witryna jest wizytówką każdej firmy i moim zdaniem właśnie w ten sposób powinno się zdobywać klientów.
Z moim obserwacji wynika, że 90% naszych klientów to osoby, które znalazły nas w sieci, a jedynie 10% trafiło „z ulicy”, np. widząc nasz baner. Teraz łatwo się o tym mówi, ale gdy przypomnę sobie, że wartość takiej reklamy była zbliżona do stworzenia strony, to już przestaje być mi wesoło…

M. S.: Skąd decyzja o zleceniu stworzenia strony profesjonalnej firmie?
D. G.: Uważam, że wszystko można zrobić samemu, ale trzeba się zastanowić, czy warto. Bo jeśli mam spędzić miesiąc przed komputerem, próbować stworzyć stronę, ale tym samym nie zarabiać, to wolę zlecić to firmie, która zrobi to szybko. Ja w tym czasie zarobię 2 razy więcej, niż zainwestowałem
w stworzenie witryny. Myślę, że każdy przedsiębiorca wie, jak trudne są początki i ile czasu trzeba poświęcić na rozwój biznesu. Dlatego też pewne rzeczy warto zlecić profesjonalistom.

M. S.: Jak dowiedział się Pan o programie gabi.net?
D. G.: Poszukiwałem programu do zarządzania salonem kosmetycznym i jakoś na was trafiłem.

M. S.: Czy szukał Pan konkurencyjnych programów? Porównywał oferty dostępne
na rynku?

D. G.: Oczywiście, że tak! Szczególnie na początku każda złotówka była dla mnie ważna.
Brałem również pod uwagę możliwości, jakie daje program. Założyłem, że nie chcę wydać dużo,
ale chcę zainwestować w coś, co będzie dopasowane do moich potrzeb. Gabi.net ma wersję testową, więc mogłem sprawdzić program i jego funkcje. Zrobiłem małą symulację i spełnił wszystkie oczekiwania. Sprawdziłem też konkurencję, ponieważ również daje możliwość bezpłatnego testowania. Niestety wiele aplikacji było dość skomplikowanych, a niektóre tak nieprzemyślane, że w moim odczuciu tabelki, które sam tworzę w Excelu, są bardziej zaawansowane. Poza tym wysoka cena w kilku przypadkach zwaliła mnie z nóg!

M. S.: Proszę opisać pierwsze wrażenia po zapoznaniu się z funkcjami programu.
D. G.: Program jest bardzo przyjemny w obsłudze. Na początku trochę przeraziła mnie ilość funkcji, ale z czasem okazało się, że wszystko jest proste i czytelne. Najważniejsze, że system działa bez problemów, nic się nie zacina ani nie zawiesza, co bardzo przyspiesza proces zapisywania klientów na wizytę.

M. S.: W jaki sposób program jest wykorzystywany w salonie? (np. do zarządzania, administracji, umawiania wizyt etc.)
D. G.: Terminarz to na pewno podstawowe narzędzie, z którego korzystamy. Ale wykorzystujemy gabi.net również do rozliczania prowizji pracowników oraz udostępniania klientom możliwości zapisów on-line. Doceniają je szczególnie osoby pracujące w biurach, które nie mają czasu na zapisy
w sposób tradycyjny. A tu wystarczy jedynie kilka kliknięć myszką, aby znaleźć dogodny termin. Świetnym rozwiązaniem jest historia wizyt oraz statystyki. Dzięki nim możemy sprawdzać, ile razy był u nas dany klient i jakie zabiegi zostały wykonane. Na tej podstawie jesteśmy w stanie przyznawać rabaty. Mamy również wgląd w to, jakie usługi są najbardziej popularne i jaka jest średnia cena wizyty. Takie dane są niezwykle pomocne w rozwijaniu firmy.

M. S.: Czy dostrzega Pan już pierwsze zmiany w sposobie organizacji i czasie pracy?
D. G.: Dostrzegam dużo zmian. Oszczędzamy mnóstwo czasu, a organizacja pracy całego zespołu jest o wiele łatwiejsza. Każdy ma wgląd w swoje konto na gabi.net, więc wszyscy pracownicy są w stanie odpowiednio przygotować się do wizyt klientów. Wszystko przebiega sprawniej.

M. S.: Czy wg Pana gabi.net to program prosty w obsłudze, intuicyjny?
D. G.: Tak, i to bardzo prosty. Wszystko jest odpowiednio opisane. Nawet jeśli zdarzy się z czymś problem, wystarczy zadzwonić do działu technicznego i wszystkie problemy zostają rozwiązane.

M. S.: Dzięki posiadaniu aplikacji gabi.net oraz strony www ma Pan możliwość oferowania zapisów on-line. Czy wg Pana jest to istotne – z punktu widzenia klienta – narzędzie?
D. G.: Niektórzy klienci są bardzo zadowoleni z takiej możliwości. Uważam, że salony kosmetyczne powinny iść z duchem czasu i wprowadzać rozwiązania, dzięki którym przyciągną do siebie klientów. Zapisy on-line świetnie sprawdzają się w Warszawie, bo jest to miasto zabiegane i zapracowane.
W drodze do pracy albo w biurze wystarczy włączyć komputer lub smartfona, kilka razy kliknąć i już jesteśmy zapisani na wizytę.

M. S.: Czy ma Pan sprecyzowaną strategię marketingową dla salonu w oparciu o współgrające kanały komunikacji, np. Facebook, blog, Instragram? Czy będzie Pan potrzebował wsparcia w tym zakresie?
D. G.: Nie posiadam sprecyzowanej strategii, jeśli chodzi o portale społecznościowe. Oczywiście prowadzimy tam pewne akcje promocyjne, ale ze średnim skutkiem. Prowadzimy również bloga,
z którego można dowiedzieć się o promocjach oraz sprawdzić nowości w naszych usługach. A jeśli chodzi o wsparcie, to każda pomoc się przyda. Jestem otwarty na propozycje.

M. S.: Jakie kolejne działania w ramach promocji salonu planuje Pan podjąć w przeciągu najbliższych trzech miesięcy? Planuje Pan wprowadzenie dodatkowych narzędzi, np. kampanii AdWords?
D. G.: Kampania AdWords to temat, który uwzględniam w swoich planach i prawdopodobnie niedługo ruszą pracę w związku z tym. Teraz planuję współpracę z portalami z dziedziny kosmetyki, bo dostrzegam w tym duży potencjał. Jednak jestem jeszcze na etapie prowadzenia rozmów.

M. S.: Jak określiłby Pan swoje oczekiwania względem współpracy z Gabi.net oraz Media4U?
D. G.: Zależy mi na tym, aby docierać do klienta w najbardziej skuteczny i efektywny sposób. Chcę również, aby współpraca pomagała w stałym rozwoju mojej firmy. Liczę na podpowiedzi i propozycje działań, jakie mogę podejmować, aby Studio Urody było jak najbardziej rozpoznawane na rynku i w świadomości klientów. Mam nadzieję, że współpraca będzie owocna i satysfakcjonująca dla obu stron.

Dziękujemy,
gabi.net

 

Rozmawiała:

Marta Sibilska

 

Marta Sibilska
Content Marketing Manager
Media4U